|
Nie wiadomo kto zaraził się pierwszy, ani od kogo. Najważniejsze, że był ten pierwszy. Na początku był zdrowy i wydychał świeży oddech. Później twarz zaczęła mu szarzeć, a na ciele pojawiły się brązowe plamy. Zaczął wypuszczać śmiercionośny oddech. Kiedy przechodził ulicą w zatłoczonym mieście, zaraził następnych. Ci przekazali oddech innym. Tak wybuchła epidemia śmiercionośnego oddechu. Całowanie w miejscach publicznych zostało całkowicie zabronione. Media podawały, żeby nie zbliżać się ustami do ust niewiadomego pochodzenia. Podkreślano, by całować się wyłącznie ze stałym partnerem. Kioski i apteki zostały zaopatrzone w specjalne maseczki chroniące przed wyziewami. |
|
Czytaj całość…
|
|
|
Miejscowy chłopiec zaciekawiony zajrzał za ramię artysty. Pejzaż przedstawiał widok na dolinę. Na jej dnie szczypały trawę dwa dorodne konie. Małego źrebaka artysta utrwalił jako biegnącego radośnie ku tamtym rumakom. |
|
Czytaj całość…
|
|
|
Widziałem wczoraj w parku Monikę Lewinsky. Była na spacerze ze swoją przejedzoną suczką, Dolly. Mój Dino, znany w okolicy koneser suczych wdzięków, nawet nie zareagował. |
|
Czytaj całość…
|
|
|
Obudził się w stogu siana. Wczoraj płakał i na policzku zastygła mu niedokończona łza. Starł ją bezlitośnie. Jego sweter pełen był trawiastych słomek, które powchodziły między oczka. Nie przejmował się tym jednak. Wstał i pobiegł w dół ku rzece. Umył twarz w lodowatej wodzie. Ze skórzanej, brązowej torby wyjął ręcznik. Przypatrzył się wzorowi na ręczniku, były tam trzy duże tygrysy. Zanurzył w nie twarz. Miękko, jakby poufale, połaskotały go w policzki. Schował ręcznik do torby i wyjął kanapkę z żółtym serem. Ona przygotowała mu ją. Usiadł na brzegu i jadł, patrząc w nurt rzeki. Kanapka bardzo mu smakowała. |
|
Czytaj całość…
|
|
|
czyli wszyscy się kochają ale sprytni najwięcej... Mieszkalismy we trzech. Blok stał obok parku, a zza okien widać było rozdarty buk: po ostatniej burzy dwie gałęzie opadły w kierunku ziemi. Stałem właśnie w oknie i trzymałem szklankę z cieczą. Była to wódka. Zastanawiałem się, czy buk bardzo cierpi, czy czuje ten gorzkawy smak istnienia. Wypiłem pół szklanki przezroczystej cieczy i nawet się nie skrzywiłem. Julek leżał na łóżku i chrapał. Upił się, mimo, iż miał iść do kościoła w rocznicę śmierci matki. Damian siedział na podłodze i kaszlał. Podałem mu szklankę. |
|
Czytaj całość…
|
|
|
Zakon Dobrego Imienia Pana |
(fragment) Rozdział Pierwszy. Spotkanie Tak los pokierował moim życiem, że znów musiałem się przeprowadzić. Po kilku latach mieszkania w Płocku wyjechałem do Sulejówka. Na stałe. Płocka i widoku ze Wzgórza Tumskiego nie zapomnę nigdy. Nie zapomnę też szumu fontanny o wdzięcznej nazwie ,,Afrodyta”...A Sulejówek od zawsze kojarzył mi się z Józefem Piłsudskim, moim historycznym idolem. Kupiłem dom, właściwie małą willę w leśnym, zacisznym kącie miasteczka. |
|
Czytaj całość…
|
|
|