19.gif
strona główna
przydatne w podróży
ambasady polskie
ambasady zagraniczne
ubezpieczenia turystyczne
rozmaitości
tapety
przyjaciele torre.pl
kalkulator walutowy
1 EUR=1.737 Brunei Dollar (BND)
1 EUR=11,565.387 Indonesian Rupiah (IDR)
1 EUR=16.695 Mexican Peso (MXN)
1 EUR=755.764 Rwanda Franc (RWF)
1 EUR=4.837 Saudi Arabian Riyal (SAR)
sprawdź kursy walut »
prognoza pogody
Athi River, Kenya
Temperatura: 15°C
Temp. wiatru: 15°C
Wilgotność: 88%
Prędkość: calm km/h
Kierunek:
Ciśnienie: 1021.0 mb
CALM
zobacz inne prognozy »
relacja PDF Drukuj E-mail

Ferie na równiku

Relacja z rodzinnej, trzytygodniowej wyprawy do Ekwadoru, Kolumbii i na wyspy Galapagos.
Sławomir Bieniek 

Ameryka Południowa zamiast Afryki
Tęskniąc za słońcem i egzotyką tegoroczne ferie zimowe zamierzaliśmy spędzić w Etiopii, jednak po konsultacji z naszą dobrą znajomą Agnieszką Wroczyńską- lekarzem chorób tropikalnych i towarzyszką ubiegłorocznej podróży na Filipiny, z uwagi na bezpieczeństwo zdrowotne dzieci zmieniliśmy zupełnie plany i korzystając z ostatniego dnia promocji zakupiliśmy bilety lotnicze  do równie egzotycznej, lecz pod wieloma względami bardziej bezpiecznej niż Afryka Ameryki Południowej, a ściślej do Ekwadoru. Skład wyprawy stanowili: moja żona Agnieszka, synowie: 20 miesięczny Filipek i 9-letni Andrzej, piszący te słowa, oraz nasz wieloletni przyjaciel i świadek na naszym ślubie, doświadczony globtroter i alpinista- zdobywca m.in. ośmiotysięcznika Gasherbrum II Bogusław Chamielec z Lubina. 

O Ekwadorze słów kilka
Nazwa państwa jest nieprzypadkowa (Ekwador w języku hiszpańskim oznacza równik), gdyż rzeczywiście to niewielkie państwo o powierzchni  równej 2/3 powierzchni Polski, leżące w północno- zachodniej części Ameryki Południowej, graniczące od północy z Kolumbią a od południa z Peru przecina linia równika. Mimo tak niewielkiej powierzchni Ekwador jest państwem niezwykle zróżnicowanym klimatycznie i geograficznie, przez co, biorąc pod uwagę także jego bogactwo kulturowe i historyczne, bardzo atrakcyjnym turystycznie. Występują tam 3 strefy geograficzne: zachodnia, którą stanowi usiane złotymi plażami wybrzeże Pacyfiku, środkowa- gdzie górują Andy, z kilkunastoma wulkanami o wysokości przekraczającej 5000 m, oraz wschodnia będąca Nizinę Amazońską. W skład Ekwadoru wchodzą także położone na Oceanie Spokojnym wyspy Galapagos, które znane nam do tej pory jedynie z filmów przyrodniczych od lat rozpalały wyobraźnię i były naszym wielkim podróżniczym marzeniem. Krótko mówiąc Ekwador to takie podróżnicze “wash & go” czyli “wszysto w jednym”- państwo idealne do podróżowania z małymi dziećmi ze względu na stosunkowo niewielkie odległości między poszczególnymi  strefami i atracjami turystycznymi.  

Konsul, Polonia i Franciszkanie
Po 14 godzinach spędzonych w samolotach na trasie: Berlin- Madryt- Quito wylądowaliśmy w samym środku ekwadorskiej stolicy- około dwumilionowej metropolii wciśniętej pomiędzy okoliczne wzgórza o wysokości 2700-2850m. Na lotnisku po zupełnie przypadkowym spotkaniu Bogusława z polskim Konsulem Honorowym  Panem Tomaszem Morawskim zostaliśmy zaproszeni na mszę św. , po której w czasie spotkania poznaliśmy kilkudziesięciu sympatycznych przedstawicieli ekwadorskiej Polonii oraz pracujących w 3 misjach w różnych częściach Ekwadoru polskich Franciszkanów, od których otrzymaliśmy zaproszenia do odwiedzenia ich placówek. 

Galapagos – przyrodniczy raj kontra komercja
Priorytetem wyjazdu były dla nas wyspy Galapagos- rozsławiony przez Karola Darwina i jego teorię ewolucji archipelag 13 większych i kilkudziesięciu mniejszych wysp oddalonych około 1000 km od zachodniego wybrzeża Ekwadoru. Dlatego już następnego dnia po przylocie do Quito rozpoczęliśmy poszukiwania w miejscowych agencjach turystycznych przystępnego cenowo kilkudniowego rejsu po tym niezwykłym archipelagu. Niestety ceny 5- dniowych rejsów w ofertach  last minute zaczynały się od 800 usd/ osobę, do czego należało doliczyć jeszcze po 525 usd/ osobę tzn. 415 usd za przelot z Ekwadoru na Galapagos, plus 100 usd bilet do Parku Narodowego (miejscowi płacą 6 usd…), plus 10 usd za kartę turysty, co zniechęciło  nas do tego stopnia, że postanowiliśmy zrezygnować z rejsu i zwiedzać ten archipelag na własną rękę.  Na Galapagos spędziliśmy łącznie 6 dni, obierając za bazę miejscowość Puerto Ayora na wyspie  Santa Cruz, skąd w ramach jedno i dwudniowych wycieczek oprócz odkrywania uroków Santa Cruz zwiedziliśmy również wyspy Floreana i Isabela. Galapagos jest bezsprzecznie  rajem dla miłośników zwierząt: spotkaliśmy tam wiele gatunków endemicznych tj.  nie występujących nigdzie indziej: galapagoskie iguany morskie i  lądowe (duże jaszczurki z rodziny legwanów), jaszczurki lawowe, olbrzymie żółwie słoniowe (o wysokości około 1 m i wadze ponad 200 kg),  czy pingwiny równikowe. Niezapomniane wrażenie wywarło na nas pływanie wśród rekinów białopłetwych  oraz skorych do zabawy i zaglądających nam w maski lwów morskich.   


fot. Sławomir Bieniek


Dżungla i Indianie
Po powrocie z Galapagos udaliśmy się do położonej niedaleko Quito małej miejscowości Mitad del Mundo (Środek Świata), gdzie przebiega równik i gdzie znajduje się Pomnik Równika- piramidalny monument o wysokości 30 m zwieńczony pięciotonową kulą o średnicy 4,5 metra, obrazującą kulę ziemską. Następnie pojechalismy autobusem na południe Ekwadoru, gdzie w pobliżu miejscowości Tena przez dwa dni w towarzystwie miejscowego przewodnika  torującego nam drogę wielką maczetę eksplorowaliśmy dżunglę Niziny Amazońskiej w rejonie wodospadów na rzece Misahualli, uczestnicząc również w krótkim rejsie po rzece Napo- dopływie Amazonki. Przyznam, że była to dla mnie jedna z trudniejszych części wyprawy -bardzo wysoka wilgotność panująca w dżungli sprawiała, że niosąc Filipka w nosidełku na plecach i pokonując kilkusetmetrowe różnice wysokości pot zalewał mi oczy, a stabilność podczas poruszania się w grząskim terenie była czysto iluzoryczna. Z Amazonii udaliśmy się na północ Ekwadoru do miasta Otavalo, w którym co sobotę odbywa się największy indiański targ w całej Ameryce Południowej. Nie zawiedliśmy się, gdyż i tym razem targ zgromadził tysiące Indian w barwnych tradycyjnych strojach, czyniąc to miejsce wymarzonym plenerem zdjęciowym. W Otavalo odwiedziliśmy także spotkane w samolocie dwie polsko-ekwadorskie pary mieszkające w Warszawie, które przybyły tam by wziąć tradycyjny ślub ekwadorski. Nie mogliśmy jednak skorzystać z otrzymanego zaproszenia, gdyż uroczystość ta odbywała się dokładnie w tym samym czasie co indiański targ. Na szczęście zdążyliśmy  na ich przyjęcie weselne, na którym spróbowaliśmy lokalnych, dość łagodnych trunków, uczestniczyliśmy w tańcach, ale przede wszystkim podziwialiśmy i fotografowaliśmy licznie zgromadzonych, odświętnie ubranych gości weselnych- głównie Indian.  


fot. Sławomir Bieniek


Na kolację: świnka morska…  
Z Otavalo pojechaliśmy do Cotacachi, by dotrzeć do laguny Cuicocha- pięknego jeziora usytuowanego wewnątrz krateru wygasłego wulkanu. W oczekiwaniu na innych turystów (byliśmy tam pierwszymi osobami tego ranka) odbyliśmy najpierw długi spacer wzdłuż stromego brzegu jeziora docierając na górę o wysokości 3310 m, po czym opłynęliśmy jezioro łódką motorową.
Następnie, korzystając z zaproszenia polskich misjonarzy ruszyliśmy do Tulkan- miasta  najbardziej wysunietego na północ Ekwadoru, położonego 7 km od granicy z Kolumbią. Niezwykle serdeczni i gościnni Ojcowie Franciszkanie mimo swoich licznych obowiazków misyjnych znaleźli czas, by pokazać nam okoliczne atrakcje: położone wśród wzgórz kąpieliska termalne  oraz cmentarz topiarny (z roślinnością sztucznie kształtowaną wokół metalowych form). Podobnego cmentarza nie ma nigdzie na świecie, dlatego ściągają tam tłumy turystów. Jeden z misjonarzy zawiózł nas także do pobliskiej Kolumbii, gdzie zwiedziliśmy piękne sanktuarium w Las Lajos. Wracając  do Tulkan zatrzymaliśmy się w przydrożnym barze na kolację, by sprobować kolumbijsko-ekwadorskiego rarytasu jakim jest  świnka morska pieczona na grilu, która smakowała trochę jak kurczak, jednak jedząc ją miałem wyrzuty sumienia, że zjadam zwierzątko, które w Polsce służy do głaskania,  nie do jedzenia... 

Wyżej niż Mont Blanc
Ostatnim punktem programu wyprawy był wulkan Cotopaxi- mierzący 5897 m najwyższy aktywny wulkan świata. W ramach aklimatyzacji zdobyliśmy we dwóch tzn. z Bogusławem górujący nad Quito wulkan Pichincha (4698 m). Niestety wejście na Cotopaxi zajmuje 2 dni, podczas gdy Bogusław dysponował tylko jednym dniem (wracał do kraju o dzień wcześniej od nas). Zadowoliliśmy się więc jednodniowym wejściem na zbocza Cotopaxi do granicy śniegu tj.  na wysokość około 4850m. Mimo, że nie był to żaden wysokogórski wyczyn, mam powody do dumy, gdyż oprócz Bogusława dotarł tam ze mną starszy syn Andrzej, który mimo zmęczenia z satysfakcją w głosie  zauważył, że mając  9 lat wszedł wyżej niż Mont Blanc (4807m).
Tam trzeba wrócić.


fot. Sławomir Bieniek


Podczas 3-tygodniowych „ferii na równiku” przekonaliśmy się, że Ekwador jest krajem niezwykle interesującym, oferującym turystom mnóstwo różnorakich atrakcji, bezpiecznym i stosunkowo tanim (z wyjątkiem Galapagos), dlatego planujemy tam wrócić któregoś lata, żeby już ze starszymi wtedy dziećmi ponownie wyruszyć do dżungli, tym razem na połów piranii, w poszukiwaniu kajmanów i anakond, oraz by na przełomie lipca i sierpnia u wybrzeży Pacyfiku w okolicach Puerto Lopez obejrzeć gody wielorybów.
Krótko mówiąc mamy po co tam wracać!

<< Start < Poprzednia 1 Następna > Ostatnia >>

Wyniki 1 - 1 z 1
newsletter

Subskrypcja newslettera
Wpisz swój e-mail




ciekawe relacje
z naszej fotogalerii
« wszystkie galerie
współpracujemy














Aktualnie jest 15 gości online