|
ARGENTYNA
Aconcagua
© Agnieszka Sikora
Położenie
Aconcagua to najwyższy szczyt Ameryki Południowej. Wznosi się na wysokość 6.959 m n.p.m. Szczyt ten leży w Andach, najdłuższym łańcuchu górskim na świecie, ciągnącym się wzdłuż zachodnich wybrzeży kontynentu południowo-amerykańskiego, na terenie Argentyny, tuż przy granicy z Chile. Znajduje się na terenie prowincji Mendoza, w pobliżu masywu Cordilliera De La Ramada. Aconcagua znajduje się na terenie Parku Narodowego Aconcagua (Parque Provincial Aconcagua). Można ją podziwiać w pełnej okazałości z samolotu lecącego na trasie Buenos Aires - Santiago de Chile na 15 minut przed lądowaniem (po prawej stronie), oraz z drogi międzynarodowej Santiago de Chile - Mendoza, 2 km za granicą chilijską (po lewej stronie) jadąc z Chile i 2 km za Puente del Inca (po prawej stronie) jadąc z Mendozy.
Dojazd
Dla Polaków najwygodniej jest dolecieć samolotem do Santiago de Chile. Tu można zrobić zakupy (w tym zakup gazu), ponieważ Chile jest znacznie tańszym krajem niż Argentyna. Stąd także można zadzwonić do kraju, gdyż rozmowy telefoniczne z Argentyny są kilkanaście razy droższe! Noclegi nie stanowią tu problemu. Wszędzie pełno jest małych i tanich hotelików. Cena jednego noclegu waha się w granicach od 2 do 6 $ i wcale ceny nie wyznacza jakość usług. Tego typu hoteliki blisko centrum znajdują się w okolicach ulic General MacKenna, San Martin oraz San Pablo. Znajdują się tu: Souvenir, Caribe, Pudahuel czy Indiana. Nie oczekuj w nich jednak super wygód. Okolica też nie jest zbyt atrakcyjna. Generalnie mówiąc są to tereny tanich domów publicznych. Jednak w samych hotelikach jest przyjemnie i przebywa tu dużo ekip wracających bądź wybierających się w Andy. Można się wykąpać oraz ma się do dyspozycji kuchnię.
Z Santiago de Chile jedzie się autobusem międzynarodowym. Tego typu autobusy wyjeżdżają z dworca autobusowego - południowego (Terminal Sur) i tylko w godzinach rannych (do 9 godziny). Później można mieć trudności ze złapaniem czegoś jadącego do Argentyny. Najlepiej jest zakupić bilet poprzedniego dnia. Można też wynająć busa (taxi colectivo) np. z frimy Coitram. Wówczas bez dodatkowej opłaty kierowca podjedzie rano pod hotel i nie trzeba z całym ekwipunkiem przedostawać się rano na dworzec. Aby dojechać do Puente del Inca należy kupić bilet do Mendozy. Kosztuje on około 20 do 25 $ od osoby. W autobusach na trasie podawane są zimne napoje i kanapki. Autobusy są klimatyzowane i z toaletą. Droga do Mendozy trwa około 7-8 godzin wraz z odprawą na granicy. Do Puente del Inca jedzie się około 4 godzin. Bez względu na firmę, należy się potargować o cenę biletu. Pozwolenia
Aby wejść do Parku Narodowego Aconcagua potrzebne jest pozwolenie (permit), który jedynie (jak na razie) wydawany jest w Zarządzie Parku w Mendozie (który znajduje się w Park General San Martin). Uprawnia on do trojakiego przebywania w Parku
| 20 dni (climbing) |
|
|
| Low season 1: |
15 listopad - 15 grudzień |
80 $ |
| High season: |
16 grudzień - 15 luty |
120 $ |
| Low season 2: |
16 luty - 15 marzec |
80 $ |
| |
|
|
| 7 dni (Long Trekking) |
|
|
| Low season 1: |
15 listopad - 15 grudzień |
30 $ |
| High season: |
16 grudzień - 15 luty |
40 $ |
| Low season 2: |
16 luty - 15 marzec |
30 $ |
| |
|
|
| 3 dni (Short Trekking) |
|
|
| Low season 1: |
15 listopad - 15 grudzień |
15 $ |
| High season: |
16 grudzień - 15 luty |
20 $ |
| Low season 2: |
16 luty - 15 marzec |
15 $ |
| |
|
|
Aby skorzystać z opcji alpinistycznej (climbing) trzeba zebrać grupę, pojedyncze osoby nie mogą skorzystać z tej opcji. Można również skorzystać z argentyńskich agencji organizujących tego typu ekspedycje, jak również z polsko-argentyńskiej firmy Argentina Trekking mającej taką przewagę nad miejscowymi agencjami, że organizuje wyjazd prosto z Polski, załatwiając także bilety lotnicze, przejazdy, noclegi, wyżywienie, ubezpieczenie, wykwalifikowanych przewodników (w tym znających język polski) oraz inne atrakcje turystyczne.
Zdobywanie Aconcagui
Etap I - Puente del Inca
Początek drogi ku szczytowi rozpoczyna się na wysokości 2.720 m. n.p.m. w osadzie Puente del Inca. Jest to ostatnia osada ludzka na trasie do bazy pod Aconcaguą. Dalej są już tylko obozy poganiaczy mułów, strażników parkowych, żołnierzy. Można tu skorzystać z telefonu, baru (z miejscową kuchnią), sklepiku, poczty. Znajduje się tu także kilka hotelików, gdzie można przenocować za cenę od 10 do 40 $ za noc. Ekspedycje wysokogórskie najczęściej jednak rozbijają namioty na specjalnie do tego wyznaczonym miejscu - na wysokiej skarpie znajdującej się nad rzeką.
Puente del Inca stanowi także atrakcję turystyczną z powodu znajdującego się tu (skąd nazwa osady) naturalnego mostu skalnego (puente) nad rzeką Mendoza. W okolicach mostu znajdują się także naturalne termy (ruiny). Wypływająca ze skał woda wypłukuje liczne związki mineralne, które na powierzchni zastygają i krystalizują, tworząc fantastyczne, kolorowe nacieki i twory skalne. Woda w zależności od źródła ma różną temperaturę, ale zasadniczo jest bardzo ciepła.
W Puente del Inca alpiniści organizują karawany mułów niosące ekwipunek do bazy. Ceny, w zależności od firmy mularskiej, są różne (choć nie różnią się drastycznie). Generalnie najdroższe jest wynajęcie pierwszego muła. Kosztuje to około 120-130 $. Następny muł kosztuje około 50-70 $. Ceny związane są z poganiaczami, mianowicie jeden poganiacz przypada na 4 muły. Jeden muł bierze na grzbiet 70 kg. Dlatego najbardziej opłacalne są ekspedycje wieloosobowe (10 osób). Wówczas na jedną osobę przypada około 34 $. Firma mularska najczęściej wydaje specjalne worki ochronne, służące do zabezpieczenia bagażu przed rozdarciem i zniszczeniem. Następnie muły idą do bazy (jeden dzień) i zrzucają bagaże w namiocie firmy, znajdującym się na terenie bazy. Trzeba dokładnie zapamiętać nazwę firmy oraz pilnować kwitu, który otrzymuje się od przedstawiciela firmy w Puente del Inca. Bardzo często można także poprosić (bez dodatkowej opłaty) o przewóz ekipy samochodem do granicy Parku, który znajduje się około 5 km od Puente del Inca.
Cenna uwaga - z firmami mularskimi należy się targować!
Etap II - wejście do Parku Narodowego Aconcagua
Po przybyciu do budki strażniczej, znajdującej się na granicy Parku Narodowego Aconcagua, należy zgłosić się (lub ekspedycję) do strażnika parkowego oraz przedstawić pozwolenie (permit). Strażnik wpisuje ekipę do "książki meldunkowej" oraz wydaje worki na śmieci. Od tej pory worek na śmieci staje się oczkiem w głowie ekipy, ponieważ utrata go kosztuje 100 $. Po zakończeniu wyprawy należy zwrócić w tym samym miejscu worek wypełniony śmieciami.
Od budki strażniczej idzie się następnie trawiastymi wzgórzami, mijając po lewej stronie jeziorko (Lago Horcones), wzdłuż rzeki (po prawej stronie). Po kilku kilometrach dochodzi się do wiszącego mostu, który należy przekroczyć i skierować się w lewą stronę. Teraz prawym trawersem powoli idziemy do góry. Po około 2 godzinach ścieżka przechodzi w kamienisty żleb, którym idzie się następnie około 1,5 godziny aż do skarpy, znajdującej się nad rwącą rzeką. Tutaj należy zejść do samej rzeki, gdzie znajduje się wiszący mostek oraz przejść na drugą stronę rzeki. Następnie należy wspiąć się na drugi brzeg, kierując się cały czas w lewą stronę. Po kilku minutach, zza zakrętu wyłania się mała, przytulna kotlinka, na dnie której znajduje się obóz Confluencia. Droga nie przedstawia żadnych trudności technicznych i nadaje się do normalnego trekkingu nawet dla nie zaawansowanych turystów. Jedyną trudnością może się okazać wysokość. Ponieważ z wysokości 2.720 m. wchodzimy na wysokość około 3.500 m. Średnio zaawansowany wspinacz pokonuje tą trasę w około 4 godziny (z dwoma 10 minutowymi postojami).
W Confluencii znajdują się namioty: gwardii parkowej, medyczny oraz firm mularskich. Poza tym to ostatnie miejsce przed bazą, gdzie występuje czysta woda zdatna do picia. Dlatego przed wyruszeniem następnego dnia, należy zabezpieczyć się w bidony z wodą, gdyż droga jest bardzo długa i nie wszystkie ekipy następnego dnia dochodzą do bazy. Istnieje zatem ryzyko biwaku bez wody, co na tej wysokości jest bardzo niebezpieczne.
Etap III - Droga do bazy Plaza de Mulas
Droga z Confluencii do bazy jest bardzo długa. Nie wszyscy są w stanie przejść ją w jeden dzień. Jeżeli masz kondycję możesz pokonać ją w czasie od 9 do 12 godzin, ale w bazie będziesz padnięty. Dlatego jeżeli nie masz wprawy w długich trasach, na takiej wysokości, w palącym słońcu, a na dodatek masz ciężki plecak, to licz się z tym, że nie pokonasz tej trasy w jeden dzień. Zresztą wolniejsze zdobywanie wysokości jest zalecane dla lepszej aklimatyzacji. Wielu miejscowych przewodników zaleca podzielenie tej trasy na dwa dni. Po drodze są miejsca, w których można rozbić namiot. Trzeba tylko pamiętać o tym, że woda jest dopiero w bazie! Jeżeli jednak planujesz przejście jednodniowe, pamiętaj, aby wyjść z obozu jak najwcześniej 6 - 7 godzina rano. Wyjście po 9 rano praktycznie zmniejsza Twoje szanse do zera.
Jeśli chodzi o drogę to jest ona początkowo bardzo monotonna. Z Confluencii gwałtownie robimy kilkaset metrów w górę (wejście na wzgórze górujące nad obozem), a potem trawiastymi pagórkami idziemy do wylotu doliny. Trzeba jednak wpierw przekroczyć "czekoladową" rzekę. Woda spływająca ze zboczy gór wypłukuje ze skał jakieś związki mineralne, po czym mieszając się z ziemią i mułem, tworzy bagnistą rzekę w kolorze gorzkiej czekolady. Teraz czeka Cię kilkanaście kilometrów drogi, w upale, pyle, gdzie krajobraz praktycznie nie ulega zmianie. Masz wrażenie, że nie idziesz, a stoisz w miejscu. Po drodze mijają Cię jedynie karawany mułów i ludzie wracający z bazy. Po tej części doliny, skręca ona w prawo. Tu musisz znowu kilkakrotnie przekroczyć rzekę rozlewającą się szeroko po całej dolinie. W zależności od sezonu, wody jest mniej lub więcej, ale i tak Cię to nie ominie. Około dwóch, trzech kilometrów za zakrętem wyłania się coś co wygląda jak czoło lodowca (słyszałam jednak od znajomego geologa, że nim nie jest). Trzeba na niego wejść i tu jest pierwsze dość wygodne miejsca (a właściwie kilka miejsc) do ewentualnego biwaku. Jeżeli masz siły, to po przerwie możesz ruszyć dalej. Dalej idzie się kamienistym zboczem to wspinając się ku górze, to znowu schodząc w dół. Po jakimś czasie znowu wychodzisz na otwartą przestrzeń, otoczoną olbrzymimi skałami, te po prawej stronie to zbocza Aconcagui. Na wprost widzisz przepiękny ośnieżony szczyt Cerro Cuerno, który wznosi się już nad samą bazą. Ale nie łudź się. Do bazy jest stąd jeszcze około 2 godzin drogi. Tu również znajdują się, otoczone wielkimi głazami, przyjemne miejsca do biwaku. Idąc dalej znowu wchodzimy w kamienisty piarg. Lawirowanie pomiędzy kamieniami nie jest przyjemne, ale to nic w porównaniu z podejściem, jakie jest przed Tobą. Gdy miniesz ruiny starego schroniska, przed Tobą pojawi się "góra piachu". Trzeba wspiąć się na nią. Gdy zobaczysz schodzące lub wchodzące muły omijaj je z daleka. Mają brzydki zwyczaj spadania w dół. Wchodzisz zygzakami, po niemal pionowym piargu. Jest to dość męczące, ale to już ostatnie podejście. Teraz jeszcze jakieś pół godziny (po drodze mijasz obóz gwardii oraz cmentarz) i już otwiera się przed Tobą olbrzymia przestrzeń ze wspaniałym widokiem bazy: górującym nad nią ośnieżony szczyt Cerro Cuerno oraz okalające bazę z dwóch stron jęzory lodowca Horcones.
Etap IV - baza - Plaza de Mulas
Leży na wysokości ok. 4.300 m. n.p.m. Plaza de Mulas oferuje różne "atrakcje". Należy do nich m. in. bezpłatna opieka lekarska (ale tylko na terenie bazy, lekarz nie wychodzi do chorego w górę) czy "toalety" (namiociki rozstawione nad wykopanymi dziurami). Oczywiście "toalety" te stoją do czasu aż je zwieje wiatr. No i muszę przyznać, że wrażenia z korzystania z nich, są niezapomniane - wręcz porażające. Woda dostępna jest po obu stronach bazy, ale tylko z samego rana jest zdatna do picia, potem zamienia się w brunatną breję o kolorystyce zbliżonej do rozwodnionego kakao. W ciągu dnia można udać się także po wodę na sam początek bazy (w stronę Cerro Cuerno - 5 min. drogi). Jest tam jest źródełko, z którego można zaczerpnąć krystalicznie czystej wody. W całej bazie porozstawiane są namioty bazowe, tzn. namioty firm mularsko-ekspedycyjnych. Można w nich (niektórych) skorzystać z radiotelefonu (paskudnie drogo), prysznicu (15 $ za 5 min. ciepłej wody), posiłków (lepiej robić je samemu).
Zanim rozbijesz namiot w bazie, dobrze rozglądnij się wokoło. Wybierz miejsce położone jak najniżej i pamiętaj, że jeśli na jakimś miejscu leży coś (np. worek przywalony kamieniem) to oznacza to, że miejsce jest zajęte, a ekipa prawdopodobnie jest w górze. Nie rozbijaj się w takim miejscu – jest to bardzo niekulturalne. Po rozstawieniu namiotu, obłóż go starannie kamieniami, możesz nawet ustawić z nich mały mur. Przekonasz się, jakie to praktyczne, gdy przyjdzie duży wiatr i Twój namiot postanowi uwolnić się od właściciela. Przyjrzyj się, jak to zrobili inni. Worek na śmieci zawsze miej przywalony dużym kamieniem. I załóż, że wszystko to, co zostawisz na noc (a także i w dzień) na zewnątrz może odlecieć. Bardzo przydatne jest zabranie ze sobą linek (fi 5 lub 6). Warto wówczas przywiązać jeden koniec do stelażu namiotu a drugi do jakiegoś dużego głazu. Wtedy masz pewność, że gdy pójdziesz zrobić siusiu, to gdy wrócisz, Twój namiot będzie stał w tym samym miejscu.
Zanim wyruszysz gdzieś wyżej obserwuj pogodę. Nawet mały pióropusz nad Aconcaguą może być niebezpieczny i zamienić się w burzę śnieżną. Nigdy nie wyruszaj w górę, zaraz następnego dnia po przybyciu na bazę. Zetnie Cię z nóg - to murowane. Pamiętaj, aby pić 3 litry wody dziennie. Aby zachować poprawną gospodarkę wodną w organizmie, należy regularnie robić siusiu. Gdy zauważysz, że masz opuchliznę na twarzy (przede wszystkim oczy), dłoniach lub stopach udaj się do lekarza w bazie. To samo dotyczy mokrego kaszlu lub zawrotów głowy. Nigdy nie ściągaj (w ciągu dnia) okularów słonecznych. Smaruj się kremami z filtrami (co najmniej '30') zaraz po wyjściu z namiotu. Nawet 15 minutowe przebywanie na słońcu może spowodować oparzenia. Gdy jednak wpadniesz na pomysł popisania się w kraju piękną opalenizną i nie posmarujesz się, a Twoja skóra zamieni się w brunatną skorupę, zacznie obłazić lub co gorsza ropieć - wtedy również musisz udać się do lekarza. Nie lekceważ żadnych, nawet lekkich, objawów jakiegoś nowego samopoczucia. Na tej wysokości wszystko może być niebezpieczne.
Jeśli znudzi Cię siedzenie w bazie, a pogoda nie będzie nadawała się do wyjścia w górę, możesz odwiedzić, leżące niedaleko, Refugio. Idzie się około 30-45 minut. Można tam skorzystać z normalniejszej toalety, prysznica (10$ za 5 min. ciepłej wody), zjeść małe co nieco, typu hamburger z muła (zwany tu lomito) lub kupić piwo czy coca-colę. Są tu także dostępne kartki pocztowe z widokiem Aconcagui, które można podstemplować pamiątkowym stempelkiem.
Etap V - Nido de Condores
Na Nido de Condores - przełęcz leżącą na wysokości 5.300 m. n.p.m. - można wybrać się najwcześniej drugiego dnia (ale lepiej trzeciego dnia) pobytu na bazie. Nie zabieraj ze sobą zbędnych rzeczy, idź na "lekko". Do przełęczy idzie się bardzo prosto. Idzie się zygzakami, bez szczególnych atrakcji po drodze. Mijasz charakterystyczne skałki wyglądające jak trójpalczasta dłoń i potem dochodzisz do Cambio. Jest to charakterystyczne miejsce - zmiana nachylenia ściany. Tuż za Cambio wchodzisz w pierwszy śnieg. Nie powinien on jednak sprawiać żadnych problemów. Generalnie nie musisz brać raków, ale uważaj - są sezony, gdy bez raków nie da się wejść na Nido. Po chwili możesz zauważyć odbijającą w prawą stronę ścieżkę. Wiedzie ona do obozu Canada Camp. Wkrótce zobaczysz go z góry. Zazwyczaj stoi tam kilka namiotów. I znowu zygzakami posuwasz się do góry. Gdy znajdziesz się w rejonie żebra skalnego, to znaczy, że do przełęczy zostało Ci już około 45 minut. Jak się dobrze przyjrzeć widać stąd skałki znajdujące się na przełęczy. Sama przełęcz jest wielka jak lotnisko, otoczona z trzech stron wulkanicznymi skałami o fantastycznych kształtach. W zależności od sezonu jest tu różna ilość śniegu - źródła wody. Czasami jest go mało, ale są takie sezony, że widać jedynie same dachy namiotów okopanych w śniegu. Jeśli tu dojdziesz, powinieneś posiedzieć godzinkę i wracać.
"Wyprawa" na Nido zabiera cały dzień. W zależności od warunków i samopoczucia, można dojść tam w około 5-6 godzin. Droga powrotna to około 1 godzina. Nie wybieraj się tak, abyś musiał wracać po zachodzie. Nawet z czołówką można zawędrować na skraj krawędzi i spać w przepaść. Pamiętaj, że w górach szybko robi się ciemno. Gdy czujesz, że nie dojdziesz do Nido do godziny 19, zawróć. W Nido ciemno robi się około godziny 21, ale im niżej tym ciemność zapada wcześniej. W bazie np. o godzinie 20. Poza tym w momencie zajścia słońca robi się przeraźliwie zimno.
Najlepszą metodą na dobrą aklimatyzację jest teraz kolejny punkt programu, a mianowicie wejście na Nido z namiotem, nocleg na Nido i powrót do bazy następnego dnia. Dopiero za trzecim razem można wejść do Nido (lub jeszcze lepiej do Berlina - 6.000 m.) i po noclegu w Berlinie atakować szczyt.
Etap VI - Berlin i szczyt
Z Nido de Condores do Berlina idzie się około 3 godzin. Tu jest już, bez względu na sezon, większa ilość śniegu. Nazwa Berlin pochodzi on nazwy jednej z drewniany bud ustawionych tu kilkanaście lat temu. Bud jest trzy, z czego jedna w stanie złym. Jedna z nich świeżo odnowiona jest nawet w stanie bardzo dobrym. Jeśli planujesz nocleg bez namiotu, tu możesz się schronić. Ale nie zalecam wchodzenia do Berlina bez namiotu, chyba że atakujesz szczyt z Nido. Aby wejść następnego dnia na szczyt (jeśli oczywiście pogoda pozawala), musisz wstać bardzo wcześnie rano. Nie jest to przyjemne, bo zimno jest okropne. Zdarzały się przypadki, że było tu 40 stopni mrozu. Uważaj, gdy zakładasz raki, w kontakcie z metalem mogą szybko się odmrozić. Nawet krótkie wystawienie gołych dłoni, może być bardzo niebezpieczne. Przed wyjściem musisz także stopić śnieg na picie. Pamiętaj, że to trwa i dlatego polecam wstanie o godzinie 5 lub 6 rano. Im wcześniej wyjdziesz tym lepiej. Gdy masz rozbity namiot, przed wyjściem połóż go, gdyż porywiste wiatry mogą go podrzeć lub , co gorsza, wyrwać z uwięzi i przenieść na drugi koniec Andów. Bardzo często zdarza się, że niezabezpieczone namioty (położone i przywalone kamolami) odlatywały z Berlina lub Nido.
Droga na szczyt nie jest przyjemna. Idziesz długim piargiem, zwanym Canalettą, przez kilka godzin i masz wrażenie, że nigdy nie dojdziesz do szczytu. Po drodze - na wysokości 6.800 - znajduje się miejsce zwane Indepedencia. Tu teoretycznie można założyć przymusowy biwak. Piszę teoretycznie, bo nie spotkałam się jeszcze z ludźmi, którzy by tam nocowali i z takimi, którzy polecaliby na nocleg to miejsce. Na szczyt idzie się średnio 7 godzin, ale zdarzały się przypadki gdy zdezorientowani ludzie błądzili w Canaletcie całymi godzinami. Na tej wysokości czasami ludzi zachowują się dziwnie. Więc jeśli zauważysz kogoś siedzącego na kamieniu, zatrzymaj się i zapytaj się czy wszystko jest w porządku. Innym problemem są schodzące w Canaletcie lawinki kamieniste. Wchodzący wyżej czasami strącają kamień, który lecąc w dół może komuś zrobić krzywdę. Bądź ostrożny. Jeżeli żleb jest bardzo oblodzony, uważaj, aby nie potknąć się w rakach. Gdy polecisz w dół, następny przystanek może okazać się 300 metrów niżej.
Szczyt można rozpoznać łatwo. Po pierwsze - Nie ma nic wyżej. Po drugie - jest wielki jak lotnisko. Stoją na nim krzyże. Ze szczytu rozciąga się wspaniały widok na południową ścianę Aconcagui oraz okoliczne szczyty. Jeżeli jest godzina 18 powinieneś jak najszybciej zacząć schodzić. Uważaj, aby w odpowiednim momencie zejść z trawersu do Berlina. W miejscu można, szczególnie gdy jest ciemno, pobłądzić i przejść dalej.
Etap VII - Powrót
Jeśli masz jakieś zbędne rzeczy typu: polary, gore-texy, skorupy, raki - możesz niektóre rzeczy sprzedać w bazie. Często zdarza się, że firmy ekspedycyjne, mające tam swoje namioty, chętnie kupują takie rzeczy. Jeśli chcesz skorzystać z mułów w drodze powrotnej, musisz załatwić je na dwa dni przed planowanym zejściem i najlepiej w tej samej firmie (jest najtaniej). Nie umawiaj się w ten sposób, że wszystko dasz na muła i zejdziesz na lekko w jeden dzień, a muły będą na Ciebie czekały w Puente del Inca. Możesz się zdziwić, gdy zostaniesz na dole bez namiotu i jedzenia. Dlatego lepiej jest zabrać ze sobą najpotrzebniejsze rzeczy, tym bardziej, jeśli nie czujesz się na siłach, aby zejść w jeden dzień. Na zejść jednodniowe trzeba liczyć z półgodzinnym postojem w Confluencii około 10 godzin (szybkim marszem). Odradzam zejście jednodniowe z całym bagażem. Jest to bardzo ciężkie. Gdy dojdziesz do budki strażników parkowych, pamiętaj, aby zgłosić swoje wyjście z Parku. Tu także trzeba oddać worki ze śmieciami. Jeżeli dałeś worek na muła, pamiętaj, aby firma zaznaczyła na Twoim permicie, że wzięła od Ciebie śmieci.
Z Punte del Inca możesz teraz jechać do Santiago lub Mendozy. O rozkład jazdy najlepiej dowiedzieć się w hosterii. Około 11.30 odjeżdża pierwszy autobus do Mendozy. Bilet można kupić w hosterii (autobus linii Uspallata) i kosztuje około 9$. Autobusy do Santiago najczęściej "łapie" się metodą autostop. Tylko upewnij się, że stoisz po dobrej stronie drogi. Bilet kosztuje około 20-25 $.
Tekst pochodzi z serwisu "Ameryka Południowa w pigułce"
|
|
|