|
Galapagos - raj zachowany?
© Paulina Pilch
Niewiele zostało na naszej planecie miejsc, w których ludzkie działanie ogranicza się jedynie do ochrony i jakakolwiek ingerencja w otaczające środowisko jest nie tylko zakazana, ale zakaz ten jest posłusznie przestrzegany. W nielicznych dziewiczych puszczach Afryki i Amazonii człowiek nadal ma szansę spotkać przyrodę nienaruszoną przez cywilizację. Nawet jednak tam kontakt ze zwierzętami może być ograniczony. A niektórzy właśnie to ukochali sobie najbardziej.
Galapagos, archipelag należący do Ekwadoru i leżący ok. 1000 kilometrów od zachodnich wybrzeży Ameryki Południowej, jest unikatowy pod każdym względem. Dla naukowców to raj na ziemi, miejsce które w sposób niebagatelny wpłynęło na stworzenie przez Darwina jego teorii rozwoju gatunków. Jeden z najpopularniejszych ptaszków na wyspach, zupełnie można powiedzieć nijaki w porównaniu do innych latających przedstawicieli galapagoskich ptaków to właśnie zięba Darwina, która podobno miała duży wkład w stworzenie darwinowskiej teorii. Dla turystów natomiast, Galapagos to możliwość oglądania żyjących dziko ssaków, ptaków i gadów nie występujących nigdzie indziej, prawo do nurkowania w szmaragdowych wodach Pacyfiku razem z lwami morskimi, rekinami (podobno nie atakują ludzi? mnie nie zaatakowały, ale...) i ławicami obłędnie kolorowych ryb. Brak strachu miejscowych, mimo wszystko dzikich, zwierząt przed ludźmi naukowcy tłumacza faktem, że do połowy XIX wieku Galapagos były niezamieszkałe. Gdy ludzie przybyli na wyspy, stworzyli niewielkie kolonie utrzymujące się z rolnictwa. Świadomość unikatowości wysp pojawiła się bardzo szybko i zarówno fauna i flora archipelagu zostały objęte ochroną. Tym samy, na wylegujące się na piasku lwy morskie właściwie nikt nigdy nie polował. Nie boją się człowieka, ponieważ nie nauczyły się strachu. Galapagos to raj dla miłośników przyrody, jednocześnie jednak miejsce wymagające niebagatelnych wydatków oraz żelaznej dyscypliny. Samodzielny, niezależny pobyt na Galapagos jest właściwie niemożliwy.
Cały archipelag to ściśle chroniony park narodowy, do którego dostęp jest reglamentowany nie tylko poprzez absurdalne ceny pobytu na wyspach. To skarb nie tylko Ekwadoru lecz, może patetycznie to powiedziane, jednakże prawdziwie, całego świata. Gdy parę lat temu u wybrzeży Galapagos rozbił się tankowiec pełen ropy, świat zamarł w oczekiwaniu czy legwanom pamiętającym czasy dinozaurów, unikalnemu ptactwu i największym koloniom wolnożyjących lwów morskich, nic się nie stanie. Raj przetrwał a środki ostrożności zostały wzmocnione. Jest co chronić. Lot na Galapagos z Ekwadoru to zaledwie dwie godziny. Większość samolotów ląduje na wyspie Baltra, skąd turyści przewożeni są na łodzie. To podstawowy i właściwie jedyny sposób zwiedzania wysp. Zakwaterowanie na jachcie lub łodzi (do 20 osób; po Galapagos pływają dwa gigantyczne, ekskluzywne promy pasażerskie, pobyt na nich nie gwarantuje jednak maksimum wrażeń, ponieważ nie dopłyną one wszędzie tam gdzie małe łodzie) zapewnia kilkudniowy pobyt (od 4 do 14 dni), noclegi, pełne wyżywienie oraz opiekę przewodnika. Łodzie mają z góry ustalony szlak, którego nie mogą zmieniać. Nad wszystkim czuwa biuro parku narodowego. Szlaki są jednak ułożone tak aby pasażerowie łodzi mogli zobaczyć maksimum z oferowanych atrakcji wysp, więc przy wyborze trasy należy się zastanawiać jedynie gdy mamy bardzo specyficzne oczekiwania. Nam np. nie udało się zobaczyć flamingów, ponieważ na wyspie, na której powinny być było za sucho i ptaki zmieniły czasowo miejsce zamieszkania. Za to widziałyśmy albatrosy, gigantycznie, ociężałe na lądzie ptaki, o skrzydłach tak potężnych, że aby je złożyć wzdłuż ciała, muszą je najpierw złożyć na pół. Albatrosy migrują i tym samym na Galapagos są zaledwie przez kilka miesięcy w roku, w kwietniu i maju są i trenują loty przed podróżą. Tygodniowy pobyt na archipelagu pozwala na dotarcie do większości wysp udostępnionych dla turystów (większość wysp dostępna jest jedynie dla naukowców) oraz bliski kontakt z właściwie większością ptaków, gadów i ssaków występujących na wyspie. Łodzie dwa razy dziennie przypływają do wybranej wyspy, na której przez kilka godzin chodzimy obserwując przyrodę. Nie są to męczące trekkingi. W naszej grupie były zarówno dzieci jak i para amerykańskich emerytów, więc o wyczynach nie było mowy. Zresztą Galapagos, pomimo, ze to wyspy wulkaniczne, z nielicznymi wyjątkami, nie oferują bardzo spektakularnych widoków krajobrazowych. Jest wśród wysepek archipelagu kilka niezwykle urokliwych miejsc, jest to jednak miejsce w którym głównie ogląda się zwierzęta i .... nurkuje.
Jadąc na Galapagos uważałam, ze opowieści o fokach i rajsko kolorowych ptakach są mocno przesadzone. Nie wierzyłam w zapewnienia, ze zwierzęta są wszędzie, że pomimo iż są dzikie nie uciekają od ludzi, ze można do nich podejść na kilka centymetrów, ze legendarne, gigantyczne żółwie z Galapagos po prostu siedzą w trawie i wystarczy zajrzeć pod kilka krzaków, żeby oglądać je z odległości metra. Wszystko to, ku mojemu ogromnemu zdumieniu, okazało się prawdą. Pierwsza wyspa Seymour, na której zatrzymaliśmy się zaledwie godzinę po zaokrętowaniu się na statek, rozwiała wszelkie moje wątpliwości. Na plaży, do której dopłynęliśmy małą łódka wiosłową zwaną "dingy" wylegiwało się stado kilkudziesięciu lwów morskich. Foki, o których się czyta, nie występują na Galapagos. Mieszkańcy wysp to lwy morskie, również należące do rodziny uchatek i nie różniące się na pierwszy rzut oka od fok. Młode lewki morskie, ciekawe przybyłych podpełzały do turystów, śmiesznie balansując grubymi korpusikami. Nie wolno ich w żadnym wypadku dotykać, one natomiast mogą dotykać nas. Co bardziej odważne podchodziły więc bardzo blisko i wąchały nasze nogi, śmiesznie łaskocząc wąsami nasze łydki. Samica z małym ssącym mleko leżała na środku ścieżki zupełnie nic nie robiąc sobie z przechodzących obok, sparaliżowanych widokiem, turystów. Na środku wyspy panował natomiast ptaki gaj, w którym królowały Głuptaki (ang. Boobies). Występują ich na całym Galapagos trzy gatunki – błękitnonogie, czerownonogie i tzw. Mask Boobies Na pierwszej wyspie, oraz na wielu następnych, najwięcej było błekitnonogich. Błękit ich łap i dziobów jest oszałamiający a ich nazwa oddaje ich charakter. Ptaszki te maja dosyć głupawy wygląd, poruszają się niezdarnie i wywołują swoim zachowaniem salwy śmiechu. Są natomiast genialnymi łowcami, którzy potrafią z wysokości kilkunastu metrów zanurkować również na głębokość kilkunastu metrów i schwytać wcześniej upatrzona rybę. Niestety po powrocie w powietrze ich "głuptactwo" powraca, ponieważ dają się skandalicznie okradać bardziej leniwym ale za to sprytniejszym Fregatom. Fregaty, to duże, czarne ptaki, występujące również na większości wysp. Samice nie wyróżniają się niczym szczególnym, natomiast samce na podgardlu posiadają czerwony wór podobny trochę do tego co pod dziobem noszą nasze indyki. Samce Fregat jednak, gdy chcą zainteresować sobą partnerkę, napompowują swój wór do rozmiarów dwóch piłek do koszykówki. Tym samym, wyrasta im pod dziobem ogromy, czerwony balon, które napompowanie zajmuje im pół godziny a spuszczenie z niego powietrza ponad 40 minut. Wyglądają imponująco nie tylko dla samic swego gatunku. Ptaki, poza Głuptakami i Fregatami, to również niezliczone gatunki drozd, zięb i mew, tropikalnych ptaków o nieznanych nam nazwach oraz majestatyczne, potężne i imponujące albatrosy. Nie one jednak są największa atrakcją Galapagos. Poza lwami morskimi, które stadami wylegują się na niemalże, każdym wolnym kawałku lądu, Galapagos słynie z niezwykłego bogactwa iguan. Te przedpotopowe gady występują tu w dwóch głównych grupach – morskie i lądowe. Fascynują swoją brzydotą. Największe osiągają dużo ponad metr długości. Pobyt na większości wysp oznaczał spotkanie z iguanami. Na zapewne najładniejszej wyspie archipelagu, Santa Fe, występuje nawet osobny gatunek iguany Santa Fe. Jest znacznie większa od pozostałych, żółtawa z dużymi połaciami złażącej skóry, która chętnie zjadają z niej niektóre gatunki ptaków. Widok ptaka siedzącego obok lub na iguanie, zdejmującego kawałek po kawałku skórę, której gad chce się pozbyć to nie tylko wspaniały przykład kooperacji gatunków ale również niepowtarzalna możliwość jaką oferuje nam pobyt na Galapagos. Na jednej z większych i nielicznej z zamieszkałych wysp – Santa Cruz, znajduje się jedyny kurort na archipelagu, mała miejscowość Puerto Ayora. Tutaj można dotrzeć jeśli przyleci się na wyspy bez wcześniejszej organizacji pobytu, tutaj też można zrobić zakupy, poszukać łodzi do wynajęcia, sprawdzić pocztę w Internecie i powałęsać się po małym, latynoskim miasteczku. Kawałek za miejscowością znajduje się Darwin Reaserch Station, główne centrum badawcze archipelagu. Idąc tam warto pamiętać, ze po polsku Galapagos często określane jest mianem Wysp Żółwich.
Jest to zapewne wymarzone miejsce pracy każdego biologa morskiego, dla turystów jest to jednak miejsce w którym, w stanie półdzikim można oglądając gigantyczne żółwie z Galapagos w tak ogromnej ilości. Z powodu chorób przyniesionych na wyspy przez ludzi, aklimatyzacji nieznanych temu rejonowi psów, kotów i szczurów oraz faktu, ze przez wieki żółwie stanowiły ulubiony przysmak żeglarzy, egzystencja tych ogromnych gadów jest zagrożona. Dlatego w centrum badawczym rozmnaża się żółwie a następnie gdy trochę podrosną, co w ich przypadku wynosi kilkadziesiąt lat (trzeba pamiętać, że żyją grubo ponad 100 lat) wypuszcza na wolność. W Puerto Ayora można obserwować żółwie oseski, wielkości małej dłoni oraz sześćdziesięcioletnią młodzież, ważąca po kilkaset kilogramów i mierzącą ponad metr długości. Dorosłe żółwie żyją na wolności. Po około godzinnej podróży w głąb wyspy można je obserwować w ich naturalnym środowisku. Spacer po gęstym lesie bez przewodnika może skończyć się niepowodzeniem. Żółwie siedzą w głębokiej trawie, chowają się pod rozległymi krzakami i potrzeba naprawdę wytrawnego oka aby je dojrzeć. Spacer taki pozwala też na jedzenie prosto z drzew Owoców Pasji czyli znanej u nas z soków i jogurtów marakuji.
Nie mniejszą niż obcowanie z dziewiczą przyrodą wysp przyjemnością jest nurkowanie w szmaragdowych wodach Pacyfiku. Ciepła, przejrzysta woda nie byłaby jednak niczym aż tak szczególnym, gdyby nie ławice bajeczni kolorowych ryb wśród których znajdujemy się natychmiast po zejściu z łodzi, nieduże, bo zaledwie około dwu-metrowe rekiny pływające sennie wokół nurków i nie zwracające na nich żadnej uwagi, żółwie morskie oraz małe, śmieszne pingwiny z Galapagos, które jak podobnie jak i większość towarzystwa żyjącego na wyspach są ewenementem w skali światowej. Są jedynymi na ziemi pingwinami żyjącymi na równiku. Reszta ich braci wybrała rejony arktyczne i nigdy nie zdecydowałaby się na życie w wysokich temperaturach. Od najbliższych kolonii pingwinów dzielą Galapagos tysiące kilometrów. Jeśli komuś jednak nie wystarczy skok adrenaliny na widok rekina, prawdziwą rozrywka mogą okazać się wszędobylskie na Galapagos lwy morskie. Młode osobniki uwielbiają bawić się z nurkami, łapiąc ich za płetwy, bawiąc się wypuszczanymi bąblami powietrza i pływając wokół z prędkością i zwinnością, której trudno spodziewać się po tych na lądzie raczej ociężałych zwierzętach. Każdy dolar wydany na Galapagos wart jest tych przeżyć, których dostarcza pobyt na wyspach. Wspomnienia są niezapomniane a drugiego takiego miejsca na ziemi nie ma. Co do tego zgodnie są nie tylko turyści ale i naukowcy. Z perspektywy wielu lat podróżowania, odwiedzenia kilkudziesięciu krajów na pięciu kontynentach, Galapagos nadal wydaje mi się być jednym z najwspanialszych miejsc na ziemi, jakie człowiekowi dane jest oglądać. A po powrocie na kontynent, Ekwador oferuje również niebagatelne rozrywki. Ale to już temat na inną opowieść.
Wiadomości praktyczne:
wiza: do Ekwadoru a tym samy na Galapagos Polacy wiz nie potrzebują, w przypadku pobytu nieprzekraczającego 90 dni.
transport: samolot z Quito to wydatek ok. 380 USD. Przelot z Quayaquill pozwoli zaoszczędzić ok. 30 USD. Nie ma regularnych rejsów morskich na wyspy. Samolot jest właściwie jedyną możliwością dostania się na archipelag.
koszty: tygodniowy pobyt na 16-to osobowej łodzi to wydatek od 500 USD w górę. Pobyt na ekskluzywnych jachtach to wydatek rzędu nawet kilku tysięcy dolarów. Pobyt na łodzi o klasie ekonomicznej (wliczone pełne wyżywienie, woda pitna, maska, rurka i płetwy do nurkowania, na łodzi dostępna słodka woda do mycia) to wydatek ok. 1200 USD. Na najtańszych łodziach może nie być ciepłej i słodkiej wody (do mycia używa się wtedy wody morskiej), jedzenie może być gorsze, przewodnik będzie mówił tylko po hiszpańsku a łódź może mieć niestety defekty techniczne, które mogą spowodować przymusowy postój w porcie i potem walkę o odzyskanie pieniędzy. Należy również uważać na agencje w Quito, zdarza się sprzedawanie rejsów na nieistniejące łodzie, warto skorzystać z oferty agencji polecanych przez kogoś zaufanego. Szukanie rejsu w Puerto Ayora pozwoli znacznie obniżyć koszty, jest to jednak rozwiązanie dla tych, którzy mają dużo czasu i mogą spędzić np. tydzień a Puerto Ayora oczekując na wolne miejsce na łodzi. Dodatkowe koszty to napoje alkoholowe oraz obowiązkowa opłata przy wjeździe do Parku Narodowego – 100 USD. Należy pamiętać, ze wszelkie pamiątki, t-shirty, filmy do aparatów a nawet kosmetyki chroniące od słońca są w Puerto Ayora dwukrotnie droższe niż w Ekwadorze. Warto, więc zaopatrzyć się we wszystko przed przylotem na wyspy.
przepisy: wwóz na wyspę jedzenia i innych produktów pochodzenia naturalnego jest ściśle reglamentowany. Nie należy zabierać ze sobą owoców, warzyw oraz produktów mlecznych. Większość z nich zostanie skonfiskowana na lotnisku w Baltrze.
|
|
|